Budżet obywatelski. Dylematy.

Budżet obywatelski. Dylematy.

Dyskusję o t. zw. poznańskim budżecie obywatelskim (to nazwa myląca, o czym niżej) poprzedzić trzeba krótkim wprowadzeniem. Wypada przypomnieć charakterystyczny przepis ustawy o samorządzie gminnym. Otóż art. 23 ust. 1 tej ustawy zawiera dyrektywę: „Radny obowiązany jest kierować się dobrem wspólnoty samorządowej gminy. Radny utrzymuje stałą więź z mieszkańcami oraz ich organizacjami […], nie jest jednak związany instrukcjami wyborców”. A więc radni nie są związani instrukcjami wyborców. Oznacza to – ni mniej, ni więcej – że nie muszą się oni dzielić z wyborcami tą częścią władzy, którą im powierzono. Oczywiście ta sama konstatacja dotyczy organu władzy jednoosobowej, czyli prezydenta (burmistrza, wójta). Zwycięzcy wyborów mają prawo przez całą kadencję realizować dowolną politykę, także taką, która jest sprzeczna z oczekiwaniami wyborców. Ci zaś rozliczą radnych w kolejnym akcie wyborczym.

Instytucja t. zw. budżetu obywatelskiego – w wersji znanej w Poznaniu – jest ułamkowym odstępstwem od takiego modelu władzy. Umożliwia ona wpływ wyborców na inwestycje, ale w kwocie stanowiącej niewielką część inwestycyjnych wydatków. Jest to więc nie tyle „budżet obywatelski”, co „budżet żebraczy”. Z pańskiego stołu władzy spadają okruchy, a żebracza gawiedź się o nie bije.

Dlatego poznański klub radnych PiS przygotował już propozycję przyszłościowej zmiany w tym zakresie, powiększającej zakres partycypacji wyborców w tworzeniu programów inwestycyjnych naszego miasta. Według tej propozycji, w większym stopniu realizowana będzie idea budżetu partypacyjnego, czyli właśnie obywatelskiego (już bez cudzysłowu). W stosownym czasie propozycje te zostaną w dojrzałej formie przedstawione.

Trzeba przy tym pamiętać, że istota jakiegokolwiek modelu faktycznej partycypacji obywateli w tworzeniu budżetu wspólnoty nie polega na rozdziale środków, lecz na wskazaniu przemyślanych kierunków rozwojowych, czyli zadań, na które środki te mają być wydane. Zwracam uwagę na rozróżnienie: zadania a zadania przemyślane.

W tak dużej wspólnocie samorządowej jaką jest Poznań, wskazać można tysiące sensownych zadań wartych realizacji. Do tego ich lista będzie sukcesywnie rosnąć. Jednak zasoby są ograniczone, więc można spośród nich zrealizować tylko małą część, na pewno zaś co najwyżej część mniejszościową. Dlatego słuszne jest decydować się na realizację dzisiaj tych zadań, które spowodują w nieodległej przyszłości wzrost zasobów, by z nich czerpiąc, można było w przyszłości wykonywać równolegle więcej zadań inwestycyjnych niż obecnie. Postulat ten jest prosty i zrozumiały, lecz w praktyce niemałą sztuką jest jego zrealizowanie.

Widzimy, że dzisiejszy „budżet obywatelski”, czyli „budżet żebraczy”, nie tylko ma ten mankament, iż dotyczy marginesiku wydatków inwestycyjnych, lecz i ten, że głosowania nad poszczególnymi pozycjami odbywają się bez odpowiedniego rozpoznania skutków rozwojowych – albo anty-rozwojowych – jakie są zaszyte w poszczególnych propozycjach. Co prawda, efektywnościowy aspekt poznańskich „budżetów obywatelskich” nie jest zbyt istotny ze względu na marginalne rozmiary tych wydatków.

Nieporównywalnie groźniejsze jest pomijanie owego aspektu efektywnościowego w przypadku inwestycji, na które wydaje się setki milionów złotych. Można podać wiele przykładów kosztownych wydatków z budżetu naszej poznańskiej wspólnoty samorządowej, które nie przyniosły i nie przyniosą niezbędnych efektów, czy to społecznych, czy gospodarczych, czy innych rzeczowych, czy wreszcie finansowych. Krótko mówiąc, to są inwestycje pomniejszające zasoby, a nie stwarzające warunków do ich odtworzenia, nie mówiąc już o odtworzeniu z nadmiarem. Przy skali setek milionów złotych to strata niepowetowana.

Budżet obywatelski. Dylematy.